poniedziałek, 11 kwietnia 2016

2

"I sat here, wishing I was sober"
-Jeszcze raz to samo- Calum poprosił już któryś raz tego wieczoru barmana. Minęła dopiero godzina od ich koncertu, a chłopak był już trochę wstawiony. Nie żałował pieniędzy na swoje ukochane, ciemne piwo, prawie w odcieniu jego oczu. Wypił już cztery butelki, a z twarzy nie schodził mu uśmiech. Był zachwycony sytuacją z przed sześćdziesięciu minut i obawiał się, że to był tylko piękny sen z którego zaraz się obudzi. 
-Piwo z sokiem malinowym, proszę- z zamyślenia wybudził go subtelny, kobiecy głos. Należał on do barmanki, pięknej, brązowowłosej dziewczyny o oczach w kolorze wzburzonego morza, od której brunet nie mógł oderwać wzroku. 
-Należy się pięć dolarów- powiedziała nawet na niego nie zerkając, tylko zajęła się czyszczeniem szklanki. Chłopak wyjął banknot z kieszeni i dodając spory napiwek, położył go na blacie. 
-Dziękuję- powiedział, a kiedy dziewczyna chciała już odejść, zapytał.
-Jak masz na imię? 
Brunetka cofnęła się z powrotem do chłopaka, powoli się odwracając z najpiękniejszym uśmiechem na świecie w ramce utworzonej z dołeczków, spojrzała na niego. 
-Nie twój zasrany interes- puściła mu oczko i wróciła do pracy. Calum tylko się uśmiechnął i cicho zaśmiał, spodobało mu się zachowanie dziewczyny i sam nie wiedział czemu, chciał pograć w jej gierkę. 
✖️✖️✖️
-Mark, ja się zmywam. Pójdę tylko się przebrać i już mnie nie ma-powiedziała brunetka i zniknęła w drzwiach na zaplecze. 
-Narka Sky- krzyknął jeszcze do niej kolega z pracy. Calum przysłuchiwał się wymianie zdań i postanowił zaskoczyć dziewczynę, wyjść jej na przeciw. Promile dodawały mu odwagi przez co pomysł wydawał się genialny. Wstał ze stołka barowego i trochę się zataczając, wpadając na tańczących ludzi, wyszedł z knajpy. Usiadł na murku i wyciągnął długie nogi na ulicę, która o tej godzinie była całkiem pusta. Brunet siedział tak jakiś czas wystukując tylko mu znaną melodię na chodniku i wpatrując się w gwieździste niebo, dopóki nie usłyszał kroków, a zaraz potem nie zobaczył barmanki wyłaniającej się z zaułka. Kiedy tylko zobaczyła chłopaka westchnęła i przewróciła oczami. Często zdarzało się, że pijani klienci ją zaczepiali, więc postanowiła najzwyczajniej w świecie zignorować bruneta i iść do samochodu. Jak pomyślała, tak też zrobiła. Przeszła obok Calum'a nawet na niego nie zerkając, jakby go tam nie było. Sama jednak czuła palące spojrzenie chłopaka skierowane na siebie. 
- Twój kolega zdradził twój sekret- dziewczyna gwałtownie stanęła i się obróciła, nie miała bladego pojęcia o czym on mówił. Trochę ją to przestraszyło. 
- Słucham?- zapytała zdezorientowana. Po kilku sekundowych zmaganiach Calumowi udało się wstać i podejść do dziewczyny. Stanął tuż przed nią, przez co czuła się onieśmielona. Nie bała się, wiedziała, że przez stan w jakim znajduje się chłopak nie jest groźny, poza tym oczy bruneta wydawały się tak szczere, czyste i spokojne. Gdyby był niebezpieczny juz dawno by zaatakował, prawda? Jedyne czego się obawiała to, czego dowiedział o niej nieznajomy. 
- Znam twój sekret, głucha jesteś?- powiedział głośniej i śmiesznie zmarszczył brwi na co brunetka zachichotała. 
- A co to za sekret?- zapytała z małym uśmieszkiem. 
-Twoje imię-szepnął.
-Ale nie martw się Sky, nikomu nie powiem, obiecuję- powiedział i położył rękę na klatce piersiowej w miejscu serca. Dziewczyna przytaknęła, a jej uśmiech znacznie się powiększył, ukazując dołeczki. 
- W takim razie zdradź mi jak ty się nazywasz?
-A obiecujesz, że nikomu nie powiesz?- odpowiedział pytaniem na pytanie. 
-Obiecuje. 
-Na paluszek?- powiedział wyciągając mały palec w jej kierunku. 
-Na paluszek- zachichotała i ścisnęła ich palce razem. 
-Zatem- zrobił dramatyczną pałze.
-Jestem Hood, Calum Hood- puścił jej oczko, a dziewczyna nie wytrzymała i wybuchła śmiechem. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jak się podoba? Opinię zostawcie w komentarzach. 
Z góry przepraszam jeżeli popełniłam jakieś błędy. 
R>

1

"Zaczęło się w majowy weekend..."
Światło zgasło, a na sali nastała cisza. Ostatni raz na siebie spojrzeli, zanim weszli z gitarami na scenę, wtedy rozbłysły reflektory,a za nimi rozniosły się radosne wrzaski. Chłopcy byli zaskoczeni profesjonalizmem niewielkiego lokalu w Melbourne, byli przygotowani na brak mikrofonów i nagłośnienia. Nawet nie marzyli o takiej scenie z przygotowanym oświetleniem. Zabrzmiał pierwszy akord, Ashton zaczął wybijać rytm na perkusji trzęsącymi się dłońmi. Każdy z nich był niezwykle zdenerwowany jak i podekscytowany. Byli świadomi tego, że brzmienie ich zespołu różniło się od wszechobecnych i uwielbianych popowych utworów lecz chcieli przywrócić starego dobrego rocka, przemycić go na listy przebojów. Wierzyli, że ich determinacja im w tym pomoże, a stojąc na scenie byli wręcz pewni, że jest to możliwe. To był pierwszy taki koncert. Nie był to już kameralny występ przed rodzicami czy znajomymi, tym razem było to coś poważnego. Szansa jak nigdy na zapoznanie ludzi z ich brzmieniem i przekonanie się czy to co robią podoba się innym. Początkowo czuli się niekomfortowo, pełna sala ludzi patrząca na nich. Przez pierwszy trzy piosenki wzrok Caluma był wręcz wbity w czarny bas. Najgorsze co mogło go spotkać to popełnienie błędu, lecz z każdym kolejnym utworem jego oczy coraz mniej skupiały się na czterech strunach, a coraz bardziej na szczęśliwej publice przed nim. Każdy uśmiechnięty, roześmiany tańczył lub chociaż wystukiwał nogą rytm przy barze. Ten widok to było spełnienie marzeń czterech nastolatków z Sydney. Calum nie mógł się napatrzeć, sam zaczął bawić się na scenie. Skakał, biegał, nieudolnie tańczył i śmiał się wraz z członkami zespołu.
-To była już ostatnia piosenka na dziś. Dziękujemy za tak ciepłe przyjęcie nas i życzymy miłego wieczoru. Grali dla was 5 seconds of summer- krzyknął Luke i zbiegli na zaplecze, gdzie urządzono im skromny backstage.
-Daliśmy czadu chłopcy- powiedział Ash przytulając przyjaciół.
-Ashton puszczaj nas, jesteś cały spocony- krzyknął Luke wiercąc się w uścisku perkusisty.
-Oj blondasku, daj mi się nacieszyć tą chwilą- odpowiedział nie wzruszony.
-Trochę mnie podduszasz- wysapał cały czerwony Calum dzięki któremu wydostali się z obślizgłych macek blondyna.
-Dobra no to czas się zbierać i wracać do hotelu- powiedział najodpowiedzialniejszy z całej czwórki Michael, przeczesując swoje krwisto czerwone włosy palcami.
-Jak chcecie to jedźcie, ja zostaje na piwo, dwa. W końcu trzeba to uczcić- stwierdził brunet i wyszedł z wielkim bananem na twarzy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~